W kościele Zmartwychwstania Pańskiego w Tajemnicy Emaus na Cmentarzu Kule w Częstochowie 13 maja odbyły się uroczystości pogrzebowe ośmioletniego Kamila Mrozka. Msza św. pod przewodnictwem Andrzeja Przybylskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej, zgromadziła setki osób. Wiele z nich trzymało w dłoniach białe róże, baloniki i maskotki.
Na wstępie
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Karol Porwich
Reklama
– Przez te ostatnie tygodnie wszyscy pewnie staliśmy się rodziną Kamilka. Wszyscy modliliśmy się i towarzyszyliśmy jego walce o życie, a tak naprawdę walce o miłość, i dlatego tylu nas tutaj jest, bo wszyscy – i my, tu obecni, i bardzo wielu ludzi w Polsce i na świecie, czuliśmy, że jego sprawa jest też naszą sprawą, że jego troski i problemy stały się naszymi. Jesteśmy teraz przy nim, by oddać to, co jest mu najbardziej potrzebne, co go zanurza w prawdziwej, wiecznej, niczym nie zmąconej miłości, jaką człowiek doświadcza, kiedy idzie do Pana Boga – powiedział na początku nabożeństwa bp Przybylski i wyraził przekonanie, że kiedy umiera dziecko, to Bóg przyjmuje je z otwartymi ramionami. – Sam Jezus powiedział kiedyś: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”. Dlatego, choć to jest pogrzeb, choć ta śmierć jest pełna ciemnych kolorów, pełna smutków, oburzenia, to ta śmierć i ten pogrzeb jest biały. My, księża, założyliśmy dzisiaj na tę Mszę św. białe ornaty. Kamilek leży w trumnie białego koloru, bo to jest znak jasności, nadziei, że jest teraz w niebie i nam towarzyszy. Pewnie każdej i każdemu z nas chce teraz podziękować, nie za ciekawość, ale za miłość, za każdy odruch dobra, za każdą modlitwę – kontynuował hierarcha.
Następnie zaprosił wszystkich do wielkiej modlitwy nadziei. – Choć ta śmierć może miała ciemne kolory, to teraz staje się jasna miłością Boga, jasna jasnością nieba i miłością Domu Ojca. Jasna tymi odruchami miłości, które w nas się obudziły. Stając na tej Mszy św., by w ręce dobrego Boga złożyć życie ośmioletniego Kamilka i wszystkie jego ziemskie troski, przeprośmy Boga za wszystkie nasze grzechy, za grzechy całego świata, przeprośmy Boga i siebie nawzajem – zachęcił.
Po tym wezwaniu mocno wybrzmiały słowa aktu pokuty: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, wypowiedziane w zbiorowym wyznaniu grzechów.
Początek homilii
– Każda nasza obecność na pogrzebie jest wyrazem pamięci, wdzięczności, solidarności z tym, który od nas odchodzi. Ale też często przychodzimy na pogrzeb, żeby w jakiś sposób spłacić dług wdzięczności wobec tego, który odchodzi, który jest naszym bliskim. Na tym pogrzebie, myślę, że wszyscy tak czujemy, mamy jakiś dług wdzięczności do spłacenia wobec Kamilka. Za niewyobrażalne krzywdy, smutki, trudne życie, jakie musiał znosić ten mały chłopiec. Ale słowo Boże mówi nam, że tam, gdzie rozlewa się cierpienie i grzech, tam natychmiast Bóg wylewa jeszcze więcej łaski i miłości – mówił do rodziny i zgromadzonych bp Przybylski.
Reklama
Następnie hierarcha zwrócił uwagę na szybkie rozprzestrzenienie się wiadomości o cierpieniu Kamilka.
POSŁUCHAJ HOMILII BP. ANDRZEJA PRZYBYLSKIEGO
– Nawet tam, gdzie ten głos wydawał się być głosem oburzenia, zdenerwowania i wściekłości wobec tej tragedii, nawet tam ten głos był wyrazem jakiegoś pragnienia miłości, jakiegoś smutku, że miłość może być poraniona, skrzywdzona – zaznaczył homileta. – Zwykle przychodzimy na pogrzeb z wdzięczności i z jakimś zadośćuczynieniem. A jak możemy dzisiaj wszyscy tutaj obecni i wszyscy, którzy tak żywo są zainteresowani życiem i losem Kamilka, jak możemy spłacić dług miłości wobec niego? – pytał hierarcha, mając na uwadze fakt, że stojąc przy trumnie Kamilka, z ludzkiego punktu widzenia, musimy uznać jego bohaterską walkę o życie za przegraną.
Reklama
Przestroga
Karol Porwich
– Na pewno nie spłacimy tego długu wdzięczności jakąkolwiek formą nienawiści, chęcią odwetu, zemsty. Przecież Kamil stał się symbolem i ofiarą takich niepohamowanych postaw, złości, nieukierunkowanych emocji. Jako małe dziecko Kamilek pragnął w życiu najbardziej miłości i na tę miłość czekał. Dlatego z pewnością żadna nasza forma złości i nienawiści nie będzie żadnym spłaceniem długu. Bo nie nienawiści on potrzebuje, nie wzajemnych oskarżeń, roztrząsania i rozpamiętywania, ale wzrostu naszej wzajemnej miłości wobec siebie – zaapelował bp Przybylski i dodał: – Z pewnością musimy się wszyscy w świecie domagać sprawiedliwości, sprawiedliwej oceny osób, instytucji, wspólnot…. Ale wszyscy w jakiś sposób zawiedliśmy. Nikt z nas wobec losu Kamilka nie jest pewnie bez winy, chociaż te nasze winy różnie się rozkładają.
Reklama
Dlatego nie spłacimy długu wobec Kamilka, jeżeli będziemy się wzajemnie oskarżać. Musimy przemyśleć konkretne środki pomocy dzieciom, ochrony dzieci w rodzinach, w szkołach, w ośrodkach pomocy społecznej i sądach, w Kościele, w parafiach, we wspólnotach mieszkaniowych i sąsiedzkich. Ale wiecie dobrze, że nie ma takich procedur, nie ma i nie będzie, które by ostatecznie i raz na zawsze wyeliminowały ludzką słabość, grzech i obojętność. Jak zatem mamy odpowiedzieć, żeby zadośćuczynić i spłacić dług wobec cierpienia Kamilka? Cierpienia, które stało się symbolem, nie tylko jego osobistego cierpienia, ale cierpienia tylu dzieci na całym świecie? Jak możemy zabezpieczyć los wszystkich dzieci, spłacić wobec nich dług za ich cierpienia? – wołał biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.
Reklama
Apel
Karol Porwich
Następnie przywołał postać niewinnie cierpiącego, sponiewieranego i zabitego Jezusa, który swoją postawą uczy nas odpowiedzi na istniejące zło i wzywa nas, byśmy nie zamieszkali w śmierci, ale w miłości. – Niech to wydarzenie, smutne, bolesne, wstrząsające nas wszystkich, będzie pytaniem o naszą autentyczną, wzajemną miłość w rodzinach i małżeństwach. Tak naprawdę tylko miłość może być profilaktyką, tylko prawdziwa miłość może dać dziecku to, czego ono najbardziej potrzebuje. Dlatego my, uczestnicy pogrzebu Kamilka, przypatrzmy się naszej wzajemnej miłości, która jest zaangażowaniem i troską, zwłaszcza o tych najbiedniejszych – zaznaczył bp Przybylski.
Reklama
We wspólnocie ludzkiej
Karol Porwich
Następnie kaznodzieja zwrócił uwagę na społeczny wymiar miłości – To, co się stało z Kamilkiem, obudziło w nas tyle odruchów miłości! Dlatego tylu was tu jest! Przyszliście tutaj z odruchu miłości. Każdy chce tę miłość wobec Kamilka jakoś wyrazić: kwiatem, modlitwą, maskotką, balonikiem. Przecież to nie są tylko gadżety, ale manifestacje naszej miłości – podkreślił bp Andrzej, a następnie zaznaczył, że wtedy prawdziwie kochamy, kiedy zachowujemy naukę Jezusa Chrystusa. – Miłość bez zasad nie przynosi dobra, tylko nieszczęście i tragedię – dodał i zwrócił się bezpośrednio do zmarłego: – Kamilku drogi, w tych ostatnich tygodniach poszerzyła ci się twoja rodzina. Pewnie chciałbyś dzisiaj podziękować tym wszystkim, którzy się za ciebie modlili, o ciebie się troszczyli, którzy jak mogli, próbowali ratować twoje życie, jak choćby w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.
Przesłanie
Na koniec bp Przybylski wyraził nadzieję w Jezusie Chrystusie, który powiedział ludziom, że nie zostawi ich sierotami, że uzupełni ziemskie braki w miłości jeszcze obfitszą swoją miłością. Kamilek też woła nas o miłość – kontynuował hierarcha i prosił, by w tym odruchu miłości, spowodowanej śmiercią Kamilka, trwać znacznie dłużej niż tylko na czas obecności na cmentarzu.
Reklama
– Kamilku, takie dzieci jak ty, a tak wierzy Kościół, idą prosto do nieba. I teraz doświadczasz tam takiej miłości, która leczy wszystkie twoje rany, smutki. Jesteś już w takim domu, gdzie już nic nie boli i niczego nie brakuje. Jest tylko pełne miłości spojrzenie Jezusa i samych dobrych świętych ludzi – zakończył homilię bp Przybylski.
Kamil Mrozek spoczął na cmentarzu Kule obok swojej babci.