Szopka jest budowana przez 2-3 tygodnie przed Bożym Narodzeniem, dlatego stoi aż do 2 lutego, by się nią nacieszyć i by praca przy niej została w jakiś sposób doceniona. W budowę szopki angażują się parafianie, klerycy i ojcowie, w szczególności przez ostatnich kilkanaście lat o. Wiesław Dudek. Odsłonięcie szopki następuje w wigilię Bożego Narodzenia a tradycją są koncerty kolędowe organizowane przy szopce.
Historia szopki
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Szopka posiada również ciekawą historię, którą opowiedział o. Jozafat Gohly, franciszkanin. – Franciszkanie przybyli na Karłowice w 1897 r. i zamieszkali w klasztorze. Refektarz w klasztorze przez pierwsze kilka lat był kaplicą, także dla ludzi z zewnątrz, którzy chcieli uczestniczyć w niedzielnej Mszy św. W latach 1901-02 została wzniesiona i konsekrowana świątynia i najprawdopodobniej od początku była też tutaj ustawiana szopka Bożonarodzeniowa. Natomiast obecne figury z karłowickiej szopki datuje się na 1929 r. Pochodzą one z bawarskiego miasteczka Oberammergau, które słynie z wystawianych co kilka lat spektakli pasyjnych. Wiąże się to z obietnicą, jaką złożyli mieszkańcy miasta w obawie przed epidemią dżumy w roku 1633. Miasteczko znane jest również jako zagłębie rzeźbiarskie i snycerskie. Znajdował się tam założony w 1898 r. warsztat, zajmujący się artystycznym wystrojem wnętrz kościołów. Firma reprezentowała też swoje wytwory na targach sztuki sakralnej w Niemczech. W 1929 r. skierowano więc pismo do Oberammergau z prośbą o wykonanie pierwszych pięciu figur. Miały to być: Maryja z Dzieciątkiem, św. Józef i dwóch pasterzy, z których jeden był starszy, drugi młodszy, oraz anioł zwiastujący dobrą nowinę. W październiku już rozszerzono zamówienie o Trzech Króli. 11 grudnia dotarły na Karłowice pierwsze figury a na początku stycznia 1930 r. figury Trzech Króli. Dzisiaj mamy jeszcze jedną figurę Maryi z Dzieciątkiem – Maryja trzyma Dzieciątko stojące, więc już starsze, i tę figurę wystawiamy często na uroczystość Objawienia Pańskiego – opowiada o. Jozafat Gohly.
Szopka oczywiście się rozrastała, były dokupywane kolejne figury drewniane i gipsowe. W tym figury baranków i pasterzy.
Czas wojny
– Od 1929 r. każdego roku wznoszono dużą szopkę, podobnie jak dzisiaj. Nawet wtedy, gdy w świątyni stał ołtarz przedsoborowy zaraz za balaskami, to za tym ołtarzem rozpościerała się duża szopka, podobnie jak dziś. Budowę szopki przerwała II wojna światowa. Ale 2 grudnia 1946 r., po 8 latach przerwy, przystąpiono na nowo do jej budowy. „Budujemy znów w czterech piętrach, aż do sklepienia” – czytamy w kronikach. Początkowo każdego roku rusztowanie szopki, składające się z różnego rodzaju belek, było robione na nowo. W 1949 r. postanowiono oznaczyć belki, poprzycinane do różnych poziomów, tak by powstała stała, łatwiejsza do poskładania konstrukcja. Ta stała konstrukcja funkcjonuje do dziś – mówi o. Jozafat.
Smutny akcent
Reklama
Przykry wątek dotyczący również franciszkańskiej szopki na Karłowicach pojawia się w latach 50, kiedy administratorzy kurii wrocławskiej zdecydowali o przekazaniu franciszkańskiej parafii księżom diecezjalnym. – Współpraca niestety, nie układała się, smutna była również Pasterka 25 grudnia 1953 r. (...) Również w czasie obiadu w pierwsze święto w klasztorze było zachowane silentium, czyli milczenie, a w czasie Mszy św. nie były głoszone kazania. W pierwszej połowie 1954 r. franciszkanie, którzy mieszkali tutaj razem z pracującymi księżmi, pisali pisma do kurii w Warszawie, wnosząc o odwołanie tych decyzji. Niestety, musieli się z Karłowic wyprowadzić. Od 7 maja do 2 czerwca 1954 r. wywozili na furmankach z klasztoru sprzęt, wyposażenie i bibliotekę, która liczyła kilkadziesiąt tysięcy woluminów. Wozili to na dworzec, na peron, żeby załadować do wagonów. Wywieziono 31 wagonów sprzętu – mówił o. Jozafat.
Gdy wywożono wyposażenie klasztoru, przyszedł surowy list z kurii zakazujący wywozu szopki.
– Szopka została, franciszkanie odeszli. Po 2 latach, pod koniec 1956 r. administratorem diecezji został bp Kominek. 16 grudnia odbył się ingres do katedry wrocławskiej a następnego dnia prowincjał i wcześniejszy proboszcz udali się do bp. Kominka z prośbą o przywrócenie franciszkanów na Karłowice. I rzeczywiście do końca roku parafia została znowu przekazana w ręce franciszkanów – opowiada o. Jozafat.
Pożar w klasztorze
Inny smutny akcent dotyczący szopki miał miejsce 26 lutego 1969 r. Wówczas to o godz. 15 pracownicy zauważyli pożar na dachu klasztoru, w miejscu przylegającym do bazyliki, gdzie w ciągu roku były przechowywane figury szopki betlejemskiej. – Prawdopodobnie od niesprawnej instalacji elektrycznej zajął się dach, pożar schodził po belkach w dół. Gipsowe figury baranków czy pasterzy popękały i rozsypały się, natomiast drewniane figury zostały zwęglone, zwłaszcza głowy i tułowie. Nienaruszona została ich podstawa – opowiada o. Jozafat.
Oszacowano wówczas straty na 177 tys. zł, ale klasztor i parafia odszkodowania nie otrzymały. Figury odrestaurowano i już w następnym roku były z powrotem w szopce. Niestety, niedawno przy próbie kolejnej renowacji okazało się, że te zwęglone figury obłożono wtedy gipsem, wyprofilowano głowy i tułowia i tak pomalowano. – Tak naprawdę te kształty trzyma gips i farba, a pod spodem są zwęglone kawałki drewna. Jedynie na szyi figur pozostał kawałeczek twardego drewna a poza tym wszystko jest zwęglone. Dorobiono więc głowy Trzech Króli a cała reszta jest tylko powierzchniowo odrestaurowana. Kiedy dzisiaj przyjrzymy się niektórym figurom, tam gdzie odpada kawałeczek farby, to widzimy, że pod nią kryje się czarne zwęglenie – opowiadał o. Jozafat.